Rozumiem, jeśli ci się nie podoba ten blog. Nie musi. Ale jeśli już tu wpadłeś i ci się spodobało, zostaw jakiś ślad po sobie w komentarzach, żebym wiedziała, że warto to pisać ;]

poniedziałek, 8 lutego 2016

Gdy sięgniesz dna...

  Wiem, że częstotliwość mojego pisania tutaj jest porażająca. Ale zapominałam. Do tego dłuuugo nie miałam internetu. Wiele się zmieniało... Jednak 2015 rok mogę uznać za jeden z udanych. Właśnie te zmiany wiele mnie nauczyły. Między innymi chodzenia z podniesioną głową, pewności siebie, świadomości własnej wartości etc. Niestety zapoczątkował też pewne negatywne zmiany, których apogeum nastąpiło w zeszły piątek. Ale może po kolei.
  Zaczęło się odkąd wybrałam się we wrześniu na pierwszy koncert w pobliskim pubie. Zaczęły się całonocne imprezy, picie, życie od weekendu do weekendu... Oczywiście są też pozytywne strony, między innymi poznałam wiele osób, a część z nich mogę śmiało nazwać przyjaciółmi, którzy, jak już się niedawno okazało, nie zostawią mnie ani nie opuszczą. No i do tego zebrała się fajna ekipa, z którą niejednokrotnie miło spędziłam czas. Niestety też niejednokrotnie z nimi piłam. A jestem osóbką mającą tę smutną przypadłość, że po pijaku odwala głupie akcje, których później żałuje. Do tego nie uczę się na własnych błędach... Swój pierwszy zgon zaliczyłam dwa miesiące po pierwszym koncercie. Rzygałam wszędzie, całowałam się chyba z każdym, z czego oczywiście dumna nie jestem. Na następny dzień miałam totalnego moralniaka. I wtedy obiecałam sobie, że to się więcej nie powtórzy i że ograniczę picie. Nie trzeba było jednak długo czekać na złamanie tejże obietnicy... Nie ma co pisać, tak było w kółko - alkohol, robienie głupot, żal, obietnice, alkohol, robienie głupot etc. I się doigrałam...
  Właśnie w zeszły piątek był koncert dość znanego w okolicy zespołu, który zresztą bardzo lubię. Przed koncertem wypiłam tylko jedno piwo z zamiarem nie upicia się. Po koncercie jednak zaczęło się gadanie z zespołem, kolejne piwo. A potem rozmowy z nim - jednym z kapeli. Był uroczy. Dopiero dzień później dotarło do mnie że upijał mnie na siłę - podsuwał mi jedno piwo za drugim. Coś tam marudził, że nie chce spać w pubie, bo zimno. Po jakimś szóstym piwie większość pamiętam jak przez mgłę. Całowałam się z nim, potem przysnęłam wtulona w niego na kanapie. Gdy się przebudziłam zaproponował pójście spać do pobliskiego hotelu. Niezdolna do podejmowania decyzji zgodziłam się. Przyjaciołom powiedziałam, że idę się przejść. Jak się później okazało, szukali mnie po całej okolicy, gdy zniknęłam. Wynajęliśmy pokój, znaczy on wynajął. Ja zamierzałam się po prostu położyć spać. Niestety stało się inaczej... Wykorzystał mnie, a ja nazajutrz czułam się jak tania dziwka, choć wtedy byłam w takim stanie, że nie miałam nad niczym kontroli.
  Gdy wróciłam do domu oczywiście mama była na mnie wściekła, bo nikt nie wiedział co się ze mną dzieje, potem okazało się, że byłam w hotelu, zamiast wrócić ze znajomymi, do tego telefon rozładowany. Nie powiedziałam jej, co stało się w samym hotelu... Całą sobotę przespałam, bo nie mogłam wytrzymać sama ze sobą, a to jedynie ratowało mnie od pójścia na dach... Wieczorem opowiedziałam wszystko mojej bratniej duszy. To jedyna osoba, która mnie nie oceniła, a wysłuchała i doradziła co rozbić.
  Teraz jestem w trakcie naprawiania relacji z ludźmi, których zawiodłam i idzie nawet nieźle. Skończyłam na jakiś czas z imprezami i piciem, zresztą mam na to szlaban. Zmieniłam trochę myślenie. Chyba dopiera ta trauma po piątkowej nocy ustawiła mnie do pionu. Zobaczymy na jak długo...
  Piszę to, by opowiedzieć swoją historię. Może będzie ona dla kogoś przestrogą, że nawet z zabawą nie można przeginać. I by nie ufać zanadto obcym, przyjaciół zaś szanować i nie zawodzić ich. Bo czyjeś zaufanie naprawdę ciężko jest odbudować.
  Powiem jeszcze tylko, że w końcu po tym zdarzeniu zaczęłam rozmawiać z mamą i zrozumiałam, jak bardzo zniszczone są nasze relacje. Staramy się je teraz naprawić, w sobotę po raz pierwszy od bardzo dawna ją szczerze przytuliłam. Mam nadzieję, że nam wyjdzie, w końcu to najbliższa mi osoba, zna mnie całe życie. Muszę dać jej dostęp do swojego świata, zamiast się izolować ;)
  BO GDY SIĘGNIESZ DNA, JEDYNA DROGA PROWADZI W GÓRĘ!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz