Jak byłam w podstawówce, wśród moich znajomych były populane wierszyki typu ,,Jedna żyletka, jedna żyła, jedno cięcie, jedna chwila", albo ,,Proste cięcie, moja krew, moje życie, moja śmierć"... Wgl, popularne było wszystko, co wiązała się z cięciem, bezdennym smutkiem etc. Przecież to było takie emosiaste!
Wiele dziewczyn też się w tamtych czasach cięło, niektórym do dziś to zostało. Chociaż, jak to dzieci w piątej, szóstej klasie, nie miało większych problemów, jako takich. Robiły to, bo było modne. Wiem, że w niektórych gimnazjach też występuje taka moda: dzieciaki tną się na przerwach, wszystkie jak leci. Przychodzą zakrwawione na lekcje i nie pomagają skargi nauczycieli, rozmowy dyrektorów z rodzicami, czy nawet komisje wychowawcze. Sama słyszałam, o przypadku takiej szkoły.
Wielu z nas kiedyś na pewno się pocięło. A to, bo koleżanki przezywają, a bo to chłopak zostawił, dziewczyna odeszła, rodzice się drą, nauczyciel się uwziął... Przyczyn jest mnóstwo, jednak większość dałoby się rozwiązać bez samookaleczania.
Więc dlaczego ludzie się tną?
W wielu przypadkach, jak już wspominałam, dla szpanu. ,,O patrzcie jak mi źle!". W innych, by zwrócić na siebie uwagę, najczęściej rodziców. Niektórzy widzą to też w ten sposób, że ból cielesny, czyli zewnętrzny może zagłuszyć ten wewnętrzny. Inni twierdzą, że im to po prostu pomaga. No, są jeszcze psychopaci i masochiści, ale to inna historia. I możecie mnie teraz hejtować, ale wiem, że to wcale nie pomaga.
Spójrzmy na to z tej strony: jeśli ktoś nas rani, to dlaczego jeszcze my ranimy swoje ciało, sami się karzemy? Przecież nie zrobiłeś/zrobiłaś sobie nic złego, tylko ktoś. Nie oznacza to, że jemu masz coś robić, ale też nie oznacza, że masz krzywdzić siebie. Wiele blizn zostaje do końca życia.
Niektóre osoby tną się np. na nogach, żeby nie było widząc, zaś niektórzy wręcz przeciwnie. Wystarczy poszukać, a można też w sieci znaleźć w sieci blogi, na których autorzy publikują zdjęcia swoich ran, lub nawet całego, zakrwawionego ciała, "ozdobionego" toną szram i blizn.
No dobra, może trochę rozumiem osoby tnące się (z wyjątkiem przesadyzm€, o którym pisałam przed chwilą). Sama też niejednokrotnie cięłam się, może nie na okrągło, czasem, z różnych powodów, ale to przeszłość. I choć jeszcze niekiedy mam ochotę zatopić zimne ostrze w skórze, poczuć ból i zobaczyć kropelki krwi, powoli wypływające z rany, a potem zbierające się w ciepłą, czerwoną stróżkę, która odwróci moją uwagę od bólu, gniewu, czy smutku, to wiem, że to i tak nie pomoże, raczej zaszkodzi. I jest to tylko efekt chwilowy. Nie chcę ględzić na temat możliwości zakażenia et cetera, choć na to też powinno się zwrócić uwagę.
Przede wszystkim chcę prosić, byście tego nie robili, to wam nie pomoże. Musicie postawić się swoim problemom, poszukać pomocy, ale nie uciekać do krzywdzenia własnej osoby. Do siebie trzeba mieć szacunek. W necie możecie znaleźć naprawdę dużo rad, można też z kimś pogadać. Nawet na czacie, byle tylko ta osoba nas nie pogrążyła. W każdym razie, wie, że osobom, które się tną, jest z reguły źle, nie radzą sobie, ale szczerze potępiam samookaleczanie.
Więc, drogi czytelniku, zanim weźmiesz do ręki żyletkę, czy inną ostrą rzecz, zastanów się, czy nie da się zrobić nic innego, czy to konieczne, co ci to da. Zrób mały bilans... I serio, to nie wygląda fajnie, jak ktoś idzie z rojem czerwonych kresek na ręku. To nie jest fajne, a jeśli ktoś z twoich "przyjaciół" tak twierdzi, radzę, odetnij się od tych osób, bo ta znajomość do niczego dobrego nie doprowadzi.
Nie chcę robić kazań. Pewnie i tak jak ktoś to czyta myśli sobie "bla, bla, bla, pieprzy głupoty, a na niczym się nie zna". Ale wiem co mówię i wiem, że da się z tym skończyć, mam to za sobą i chcę pomóc. :)
Pewnie jeszcze kiedyś poruszę ten temat, ale jak na razie to koniec. Pomyślcie nad tym ;]
Rozumiem, jeśli ci się nie podoba ten blog. Nie musi. Ale jeśli już tu wpadłeś i ci się spodobało, zostaw jakiś ślad po sobie w komentarzach, żebym wiedziała, że warto to pisać ;]
poniedziałek, 5 maja 2014
sobota, 22 marca 2014
Być sobą...
"Pozostanie sobą, to słowo, wytrych
ciągły balans, życie należy do sprytnych."
Jakoś nie za bardzo przepadam za Mezem, ale te słowa (na kawałku Grupy Operacyjnej, której kiedyś słuchałam ;]) zapadły mi w głowie. Być sobą... Ostatnio miałam o tym prezentacje na lekcji [ahh, ta etyka], dałam ludziom wiele do myślenia :D Główne pytania:
- Co to znaczy być sobą?
- Czy bycie sobą jest ważne?
- Jakie maski najczęściej przybierają ludzie? Czy są tego świadomi? W jakich sytuacjach zakładają „maskę”?
- Ludzie wciąż zakładają maski, upodobniają się do innych, naśladują, udają kogoś kim nie są, a zapominają o tym kim są. Czy świadczy to o tym, że wyjątkowość wymiera?
- Jak być sobą?
Na chyba żadne z tych pytań niestety nie udało nam się jednoznacznie odpowiedzieć. W internecie też można znaleźdź wiele rzeczy na ten temat, ale są głownie albo totalnie sprzeczne, albo nielogiczne. Oczywiście zdarzają się stale powtarzające teksty, np:
-nie ulegać innym
-mieć własne zdanie
-...i nie bać się o nim mówić
-być naturalnym
-nie robić niczego pod presją
-nikogo nie udawać
-robić to, co chcemy a nie to co inni
-nie wstydzić się tego kim jesteśmy
-postępować wg własnych przekonań
-nie zważać na zdanie innych
-być osobą wyjątkową, jedyną w swoim rodzaju
-żyć wg własnego uznania, mieć swój styl itp.
-nie zmieniać się dla kogoś, lub przez kogoś
-mieć do siebie szacunek
-nie mówić czegoś z czym się nie zgadzamy, tylko dla aprobaty otoczenia
Myślę że z większością się zgadzam, ale w sumie nigdy ten temat tak dogłębnie nie myślałam. Nie, wróć! Myślałam, ale nie wyciągnęłam konkretniejszych wniosków. Wiem tylko, że nie potrafię być sobą, i przyznaję się do tego. Ciągle kogoś naśladuję, mam zbyt niskie poczucie własnej wartości. Niestety.
Niektórzy twierdzą, że bycie sobą jest niemożliwe; że żyjąc w społeczeństwie nie jesteśmy w stanie zdefiniować indywidualności jednostki. Każdy stara się ukryć swoje wady, pokazać się z jak najlepszej strony. Dlatego używamy masek. Przed rodzicami jesteśmy dziećmi, przed nauczycielami uczniami, przed przyjaciółmi staramy się być "wporzo" itd. Największą maską jest uprzejmość. Używamy jej mechanicznie, chociażby gdy kogoś poznajemy, staramy się o pracę, czy przepuszczamy staruszkę w autobusie (choć to wydaje mi się robi niewiele osób). Maski są nieuchronne. Wiele osób chce się dopasował do reszty, żeby nie być "innymi".
Znam jedną osobę, która JEST SOBĄ. Jedną. Dziewczyna zawsze mówi co myśli, mówi zresztą o wszystkim, nawet najbardziej prywatnych rzeczach, jeśli o nie zapytasz. Jest szczera, nie ma tajemnic. Śmiało wyraża swoje poglądy, robi co che, nie myśli o tym co powiedzą inni, nie dba o to czy będą się z niej śmiali albo coś. W sumie zazdroszczę jej. Szukam też jakiejś swojej drogi do bycia sobą. Życzcie mi powodzenia ;]
Wiem, że niewyczerpałam tematu, miałam jeszcze sporo napisać, ale wiecie, milion myśli na sekundę. No i nie chcę pisac za dłuuugo ;] Wrócę jeszcze do tego tematu. Kiedyś :D
ciągły balans, życie należy do sprytnych."
Jakoś nie za bardzo przepadam za Mezem, ale te słowa (na kawałku Grupy Operacyjnej, której kiedyś słuchałam ;]) zapadły mi w głowie. Być sobą... Ostatnio miałam o tym prezentacje na lekcji [ahh, ta etyka], dałam ludziom wiele do myślenia :D Główne pytania:
- Co to znaczy być sobą?
- Czy bycie sobą jest ważne?
- Jakie maski najczęściej przybierają ludzie? Czy są tego świadomi? W jakich sytuacjach zakładają „maskę”?
- Ludzie wciąż zakładają maski, upodobniają się do innych, naśladują, udają kogoś kim nie są, a zapominają o tym kim są. Czy świadczy to o tym, że wyjątkowość wymiera?
- Jak być sobą?
Na chyba żadne z tych pytań niestety nie udało nam się jednoznacznie odpowiedzieć. W internecie też można znaleźdź wiele rzeczy na ten temat, ale są głownie albo totalnie sprzeczne, albo nielogiczne. Oczywiście zdarzają się stale powtarzające teksty, np:
-nie ulegać innym
-mieć własne zdanie
-...i nie bać się o nim mówić
-być naturalnym
-nie robić niczego pod presją
-nikogo nie udawać
-robić to, co chcemy a nie to co inni
-nie wstydzić się tego kim jesteśmy
-postępować wg własnych przekonań
-nie zważać na zdanie innych
-być osobą wyjątkową, jedyną w swoim rodzaju
-żyć wg własnego uznania, mieć swój styl itp.
-nie zmieniać się dla kogoś, lub przez kogoś
-mieć do siebie szacunek
-nie mówić czegoś z czym się nie zgadzamy, tylko dla aprobaty otoczenia
Myślę że z większością się zgadzam, ale w sumie nigdy ten temat tak dogłębnie nie myślałam. Nie, wróć! Myślałam, ale nie wyciągnęłam konkretniejszych wniosków. Wiem tylko, że nie potrafię być sobą, i przyznaję się do tego. Ciągle kogoś naśladuję, mam zbyt niskie poczucie własnej wartości. Niestety.
Niektórzy twierdzą, że bycie sobą jest niemożliwe; że żyjąc w społeczeństwie nie jesteśmy w stanie zdefiniować indywidualności jednostki. Każdy stara się ukryć swoje wady, pokazać się z jak najlepszej strony. Dlatego używamy masek. Przed rodzicami jesteśmy dziećmi, przed nauczycielami uczniami, przed przyjaciółmi staramy się być "wporzo" itd. Największą maską jest uprzejmość. Używamy jej mechanicznie, chociażby gdy kogoś poznajemy, staramy się o pracę, czy przepuszczamy staruszkę w autobusie (choć to wydaje mi się robi niewiele osób). Maski są nieuchronne. Wiele osób chce się dopasował do reszty, żeby nie być "innymi".
Znam jedną osobę, która JEST SOBĄ. Jedną. Dziewczyna zawsze mówi co myśli, mówi zresztą o wszystkim, nawet najbardziej prywatnych rzeczach, jeśli o nie zapytasz. Jest szczera, nie ma tajemnic. Śmiało wyraża swoje poglądy, robi co che, nie myśli o tym co powiedzą inni, nie dba o to czy będą się z niej śmiali albo coś. W sumie zazdroszczę jej. Szukam też jakiejś swojej drogi do bycia sobą. Życzcie mi powodzenia ;]
Wiem, że niewyczerpałam tematu, miałam jeszcze sporo napisać, ale wiecie, milion myśli na sekundę. No i nie chcę pisac za dłuuugo ;] Wrócę jeszcze do tego tematu. Kiedyś :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)