_______________
Świt nadchodził piechotą powoli ze wschodu. Rude promienie słońca zaczynały leniwie padać na bloki, choć noc jeszcze nie odeszła. Ciemna i gwieździsta sunęła wolno po bezchmurnym niebie goniona błękitem dnia. Trawy pachniały, a rosa delikatnie moczyła stopy. Ptaki rozśpiewały się swymi najpiękniejszymi pieśniami, a poranny lipcowy wietrzyk powiewał, poruszając liśćmi jakby do rytmu... Idąc ze smyczą w ręku, wsłuchiwałam się w tę piękną melodię, obserwowałam, jak wszystko budzi się do życia. Leśna droga fala spływała na ulicę, więc poddałam się tej fali. Czułam na plecach ciepłe języki światła. Na zachodniej części nieba gwiazdy coraz bardziej ustępowały błękitowi. Trawy lekko falowały. Wir letniego poranka wciągnął mnie, zatonęłam w nim bez pamięci. Zaczynało ogarniać mnie szczęście. Rześkie powietrze bez oporu wlewało się do mych płuc, dając mi z każdym wdechem dawkę pozytywnej energii. Mój pies biegał radośnie wokół mnie, jego futro wilgotne było od rosy. Szłam, nie wiedząc gdzie, podziwiając urok poranka, patrząc na niebo przechodzące nieustanne metamorfozy. Patrzyłam na wszystko wokół mnie niczym w kalejdoskop, w którym stałe zmiany wprowadzały skomplikowany porządek budzącej się łąki. Noc już uciekła zapomniana, choć nie do końca... Nie ma co tęsknić, wróci wieczorem, gdy słońce zechce pójść spać. Droga już gdzieś zniknęła, wokół mnie była tylko łąka. Położyłam się na lekko wilgotnej trawie, wpatrując się w niewielkie obłoczki, z pewnością nie zapowiadające deszczu, których kolor powoli zmieniał się z liliowego na śnieżnobiały. Świeże powietrze wypełniało me płuca jak i umysł niczym upajający narkotyk. Trawa wciąż falowała, ptaki śpiewały, a wiatr szumił delikatnie. Muzyka pieściła uszy... Zdecydowawszy się na dalszy spacer spostrzegłam, iż nie wiem, gdzie się znajduję. Zaczęłam biec ile sił w kierunku, z którego wydawało mi się, że przybyłam. Sen na łące prysnął, dopiero teraz zauważyłam mijający czas. Las wciąż wirował wokół mnie, jednak juz nie napawał mnie radością. Kilka razy zgubiłam drogę, jednak w końcu znalazłam znajomą ulicę. Wróciwszy do domu zakończyłam mój wyjątkowy spacer. aczkolwiek pięknego ,,snu" tego poranka nie zapomnę nigdy...