wtorek, 17 grudnia 2013
Taki tam cytat...
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Szukam...
Muszę to zaakceptować.
Być sobą. To życie
Nie płakać.
Za kogoś.
Nie przy kimś.
Uczucia.
Nie łzy.
Nie na pokaz.
Też śmiech.
Radość. Złość. Miłość. Nienawiść.
Nie słabość.
Próbować pokonać.
Siebie.Innych.
Dać raę.
Nie wykitować.
Widzieć plusy. I minusy.
Obiektywizm.
Myślenie. Uczucia, emocje.
Ludzie, ale też ja.
Chwila, dla siebie. Dla innych.
Ale nie wszystkie.
Zapomnieć. Pamiętać.
Czysta selekcja.
Niesubiektywna.
Otwarta, szczera.
Piękno i chwile.
Ulotność.
Czy umiem kochać?
Jak? Dlaczego?
Nie wiem...
Uciekam.
Gdzie? Po co?
Nie mogę.
Wracać.
Do czego?
Kim jestem?
Nie powiesz.
Nie możesz.
Szukam.
Kiedy znajdę?
poniedziałek, 18 listopada 2013
Muzyka, czekolada i żelki *.*
Ciepła kołderka przydaje się głównie jesienią i zimą, nienawidzę zimna. I gdy jesień jeszcze jakoś w miarę lubię, szczególnie gdy dopiero się zaczyna - liście spadają z drzew, otaczają mnie ciepłe kolory na drzewach, słońce świeci jasno, a deszcz pada stosunkowo rzadko; zimę znoszę ciężko. Nienawidzę mrozu, jak kłuje w twarz, aż chce się płakać, trzeba ubierać na siebie tysiące warstw, gdzie ja wolę nosić koszulki bluzy i dżinsy. Jedynym jak dla mnie plusem zimy jest śnieg, i to też nie zawsze. Lubię jak jest puszysty, biały i miękko pokrywa wszystko dookoła, natomiast nienawidzę, zresztą chyba jak każdy, gdy jest mokry, zamarznięty, brudny i ciapowaty. A ponieważ tak jest ostatnio zawsze, nienawidzę zimy.
Co do żelków,kocham je po prostu prawie ponad wszystko. Nie zapomnę jak by łam w siódmym niebie, jak ciocia przywiozła mi z Niemiec 8 duuuużych paczek Haribo .Cieszyłam się jak małe dziecko normalnie :D Najlepsiejsze są zielone misie ♥ Mogłabym je jeść i jeść, no, oczywiście co za dużo to nie zdrowo... ;]
Czekolada. Najlepsza rzecz, jaką można zjeść. Kocham ją pod wieloma postaciami, aczkolwiek nie lubię produktów czekoladopodobnych, błeee ;[ No nie wiem co jeszcze napisać, po prostu ją uwielbiam, nawet czytałam o niej książkę, i wgl czekolada jest czadowa, co widać niestety po mnie ;P
No i muzyka. Tak naprawdę o muzyce mogłabym rozprawiać godzinami... Słuchawki to najlepszy sposób na odstresowanie się. Słucham różnej muzyki, może kiedyś napiszę o tym posta... Tak naprawdę od reggae, przez m.in. hip-hop, rap, pop rock, reggaeton, punk rock nawet czasem się napatoczy, czy też muzykę elektroniczną aż do post-hardcore'u. Tak naprawdę to właśnie muzyka określa mnie i zawsze przy mnie jest ;] Chciałabym z nią wiązać swoją przyszłość, niestety brak ludzi, sprzętu, a przede wszystkim TALENTU.
Podsumowując, muzyka, czekolada żelki, ciepła kołderka i może ktoś kochany, kogo obecnie nie mam, wydają mi się takimi wyznacznikami chwili szczęścia, no i oczywiście pokarmem dla mojego okropnego i potworrrnego lenia ^^ Niestety nie mam na niego patentu :(
poniedziałek, 28 października 2013
Nie zapomnę nigdy...
_______________
Świt nadchodził piechotą powoli ze wschodu. Rude promienie słońca zaczynały leniwie padać na bloki, choć noc jeszcze nie odeszła. Ciemna i gwieździsta sunęła wolno po bezchmurnym niebie goniona błękitem dnia. Trawy pachniały, a rosa delikatnie moczyła stopy. Ptaki rozśpiewały się swymi najpiękniejszymi pieśniami, a poranny lipcowy wietrzyk powiewał, poruszając liśćmi jakby do rytmu... Idąc ze smyczą w ręku, wsłuchiwałam się w tę piękną melodię, obserwowałam, jak wszystko budzi się do życia. Leśna droga fala spływała na ulicę, więc poddałam się tej fali. Czułam na plecach ciepłe języki światła. Na zachodniej części nieba gwiazdy coraz bardziej ustępowały błękitowi. Trawy lekko falowały. Wir letniego poranka wciągnął mnie, zatonęłam w nim bez pamięci. Zaczynało ogarniać mnie szczęście. Rześkie powietrze bez oporu wlewało się do mych płuc, dając mi z każdym wdechem dawkę pozytywnej energii. Mój pies biegał radośnie wokół mnie, jego futro wilgotne było od rosy. Szłam, nie wiedząc gdzie, podziwiając urok poranka, patrząc na niebo przechodzące nieustanne metamorfozy. Patrzyłam na wszystko wokół mnie niczym w kalejdoskop, w którym stałe zmiany wprowadzały skomplikowany porządek budzącej się łąki. Noc już uciekła zapomniana, choć nie do końca... Nie ma co tęsknić, wróci wieczorem, gdy słońce zechce pójść spać. Droga już gdzieś zniknęła, wokół mnie była tylko łąka. Położyłam się na lekko wilgotnej trawie, wpatrując się w niewielkie obłoczki, z pewnością nie zapowiadające deszczu, których kolor powoli zmieniał się z liliowego na śnieżnobiały. Świeże powietrze wypełniało me płuca jak i umysł niczym upajający narkotyk. Trawa wciąż falowała, ptaki śpiewały, a wiatr szumił delikatnie. Muzyka pieściła uszy... Zdecydowawszy się na dalszy spacer spostrzegłam, iż nie wiem, gdzie się znajduję. Zaczęłam biec ile sił w kierunku, z którego wydawało mi się, że przybyłam. Sen na łące prysnął, dopiero teraz zauważyłam mijający czas. Las wciąż wirował wokół mnie, jednak juz nie napawał mnie radością. Kilka razy zgubiłam drogę, jednak w końcu znalazłam znajomą ulicę. Wróciwszy do domu zakończyłam mój wyjątkowy spacer. aczkolwiek pięknego ,,snu" tego poranka nie zapomnę nigdy...