Rozumiem, jeśli ci się nie podoba ten blog. Nie musi. Ale jeśli już tu wpadłeś i ci się spodobało, zostaw jakiś ślad po sobie w komentarzach, żebym wiedziała, że warto to pisać ;]

wtorek, 17 grudnia 2013

Taki tam cytat...

"To jest twoje życie. Rób to co kochasz i rób to często. Jeśli czegoś nie lubisz, zmień to. Jeśli nie lubisz swojej pracy, rzuć ją. Jeśli brakuje ci czasu, przestań oglądać telewizję. Jeśli szukasz miłości swojego życia, przestań. Ona będzie na ciebie czekać kiedy zaczniesz robić rzeczy, które kochasz. Przestań nadmiernie wszystko analizować. Wszystkie emocje, uczucia są piękne. Kiedy jesz, doceniaj najmniejszy kąsek. Życie jest proste. Otwórz swój umysł, ramiona i serce na nowe rzeczy i ludzi, jesteśmy jednością w swojej różnorodności. Spytaj osobę, którą teraz spotkasz o jej pasję i podziel się z nią twoim inspirującym marzeniem. Podróżuj często. Zagubienie się pomoże ci w odnalezieniu siebie. Niektóre szanse przytrafiają się tylko raz w życiu, wykorzystuj je. W życiu chodzi o ludzi których spotykasz na swojej drodze i o wszystko co z nimi możesz stworzyć. Więc idź i twórz. Życie jest krótkie. Żyj swoimi marzeniami i ubierz się w swoją pasję."

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Szukam...

Jestem inna.
Muszę to zaakceptować.
Być sobą. To życie

Nie płakać.
Za kogoś.
Nie przy kimś.
Uczucia.
Nie łzy.
Nie na pokaz.
Też śmiech.
Radość. Złość. Miłość. Nienawiść.
Nie słabość.
Próbować pokonać.
Siebie.Innych.
Dać raę.
Nie wykitować.

Widzieć plusy. I minusy.
Obiektywizm.
Myślenie. Uczucia, emocje.
Ludzie, ale też ja.
Chwila, dla siebie. Dla innych.
Ale nie wszystkie.

Zapomnieć. Pamiętać.
Czysta selekcja.
Niesubiektywna.
Otwarta, szczera.

Piękno i chwile.
Ulotność.
Czy umiem kochać?
Jak? Dlaczego?
Nie wiem...
Uciekam.
Gdzie? Po co?
Nie mogę.
Wracać.
Do czego?

Kim jestem?
Nie powiesz.
Nie możesz.
Szukam.
Kiedy znajdę?

poniedziałek, 18 listopada 2013

Muzyka, czekolada i żelki *.*

... ewentualnie jeszcze ciepła kołderka - z tego głównie składa się moje życie :D

Ciepła kołderka przydaje się głównie jesienią i zimą, nienawidzę zimna. I gdy jesień jeszcze jakoś w miarę lubię, szczególnie gdy dopiero się zaczyna - liście spadają z drzew, otaczają mnie ciepłe kolory na drzewach, słońce świeci jasno, a deszcz pada stosunkowo rzadko; zimę znoszę ciężko. Nienawidzę mrozu, jak kłuje w twarz, aż chce się płakać, trzeba ubierać na siebie tysiące warstw, gdzie ja wolę nosić koszulki bluzy i dżinsy. Jedynym jak dla mnie plusem zimy jest śnieg, i to też nie zawsze. Lubię jak jest puszysty, biały i miękko pokrywa wszystko dookoła, natomiast nienawidzę, zresztą chyba jak każdy, gdy jest mokry, zamarznięty, brudny i ciapowaty. A ponieważ tak jest ostatnio zawsze, nienawidzę zimy.

Co do żelków,kocham je po prostu prawie ponad wszystko. Nie zapomnę jak by łam w siódmym niebie, jak ciocia przywiozła mi z Niemiec 8 duuuużych paczek Haribo .Cieszyłam się jak małe dziecko normalnie :D Najlepsiejsze są zielone misie ♥ Mogłabym je jeść i jeść, no, oczywiście co za dużo to nie zdrowo... ;]

Czekolada. Najlepsza rzecz, jaką można zjeść. Kocham ją pod wieloma postaciami, aczkolwiek nie lubię produktów czekoladopodobnych, błeee ;[ No nie wiem co jeszcze napisać, po prostu ją uwielbiam, nawet czytałam o niej książkę, i wgl czekolada jest czadowa, co widać niestety po mnie ;P

No i muzyka. Tak naprawdę o muzyce mogłabym rozprawiać godzinami... Słuchawki to najlepszy sposób na odstresowanie się. Słucham różnej muzyki, może kiedyś napiszę o tym posta... Tak naprawdę od reggae, przez m.in. hip-hop, rap, pop rock, reggaeton, punk rock nawet czasem się napatoczy, czy też muzykę elektroniczną aż do post-hardcore'u. Tak naprawdę to właśnie muzyka określa mnie i zawsze przy mnie jest ;] Chciałabym z nią wiązać swoją przyszłość, niestety brak ludzi, sprzętu, a przede wszystkim TALENTU.

Podsumowując, muzyka, czekolada żelki, ciepła kołderka i może ktoś kochany, kogo obecnie nie mam, wydają mi się takimi wyznacznikami chwili szczęścia, no i oczywiście pokarmem dla mojego okropnego i potworrrnego lenia ^^ Niestety nie mam na niego patentu :(

poniedziałek, 28 października 2013

Nie zapomnę nigdy...

Trochę mojej twórczości na języku polskim...

_______________

Świt nadchodził piechotą powoli ze wschodu. Rude promienie słońca zaczynały leniwie padać na bloki, choć noc jeszcze nie odeszła. Ciemna i gwieździsta sunęła wolno po bezchmurnym niebie goniona błękitem dnia. Trawy pachniały, a rosa delikatnie moczyła stopy. Ptaki rozśpiewały się swymi najpiękniejszymi pieśniami, a poranny lipcowy wietrzyk powiewał, poruszając liśćmi jakby do rytmu... Idąc ze smyczą w ręku, wsłuchiwałam się w tę piękną melodię, obserwowałam, jak wszystko budzi się do życia. Leśna droga fala spływała na ulicę, więc poddałam się tej fali. Czułam na plecach ciepłe języki światła. Na zachodniej części nieba gwiazdy coraz bardziej ustępowały błękitowi. Trawy lekko falowały. Wir letniego poranka wciągnął mnie, zatonęłam w nim bez pamięci. Zaczynało ogarniać mnie szczęście. Rześkie powietrze bez oporu wlewało się do mych płuc, dając mi z każdym wdechem dawkę pozytywnej energii. Mój pies biegał radośnie wokół mnie, jego futro wilgotne było od rosy. Szłam, nie wiedząc gdzie, podziwiając urok poranka, patrząc na niebo przechodzące nieustanne metamorfozy. Patrzyłam na wszystko wokół mnie niczym w kalejdoskop, w którym stałe zmiany wprowadzały skomplikowany porządek budzącej się łąki. Noc już uciekła zapomniana, choć nie do końca... Nie ma co tęsknić, wróci wieczorem, gdy słońce zechce pójść spać. Droga już gdzieś zniknęła, wokół mnie była tylko łąka. Położyłam się na lekko wilgotnej trawie, wpatrując się w niewielkie obłoczki, z pewnością nie zapowiadające deszczu, których kolor powoli zmieniał się z liliowego na śnieżnobiały. Świeże powietrze wypełniało me płuca jak i umysł niczym upajający narkotyk. Trawa wciąż falowała, ptaki śpiewały, a wiatr szumił delikatnie. Muzyka pieściła uszy... Zdecydowawszy się na dalszy spacer spostrzegłam, iż nie wiem, gdzie się znajduję. Zaczęłam biec ile sił w kierunku, z którego wydawało mi się, że przybyłam. Sen na łące prysnął, dopiero teraz zauważyłam mijający czas. Las wciąż wirował wokół mnie, jednak juz nie napawał mnie radością. Kilka razy zgubiłam drogę, jednak w końcu znalazłam znajomą ulicę. Wróciwszy do domu zakończyłam mój wyjątkowy spacer. aczkolwiek pięknego ,,snu" tego poranka nie zapomnę nigdy...

sobota, 12 października 2013

Sens życia...

Wiem, temat troszkę oklepany, aczkolwiek, tak jakoś mi przyszedł do głowy ;] Wielu z nas szuka jakiegoś sensu życia... Wielu go nie widzi. A czy w ogóle takowy istnieje? Kiedyś słyszałam taką teorię, że żyjemy po to, by przyszłym pokoleniom żyło się lepiej. Tylko tak, primo: nie zawsze to wychodzi; w sumie na dzień dzisiejszy niszczymy naszą planetę, więc przyszłe pokolenia będą raczej żyły na śmietniku. Niby są tam jakieś próby oczyszczania, aczkolwiek marne, zresztą o tym w innym poście. Secundo: Nadal nie ma to jakiegoś głębszego sensu, w końcu każde pokolenie przeminie. W sumie, skoro życie człowieka jako gatunku ma swój początek, musi mieć, jak wszystko, swój koniec. Kiedyś raczej wyginiemy, może zdominowani przez inną rasę, może doprowadzimy do samozagłady. Więc skoro i tak nastanie koniec homo sapiens, jaki jest sens tej teorii? Niektórzy twierdzą, że ,,wartość" życia danej osoby zależy od tego, jak się zasłużył dla społeczeństwa. Jak dla mnie jest to totalna bujda. Nie jest tak, że ktoś może być zbędnym zbieraczem powietrza, każdy się przyda, jeśli chce, oraz jeżeli społeczeństwo da ku temu możliwości. Dodam iż społeczeństwo według mnie nie ma prawa nadawać i odbierać sensu życia. Choć niby humanum est animal sociale (człowiek jest istotą społeczną) to osobiście znam kilka osób, które potrafią normalnie samodzielnie funkcjonować, przy jak najmniejszej ingerencji w społeczeństwo i tak samo niewielkim odzewem. Więc ta teoria także raczej nie jest sensowna. Spotkałam się jeszcze z wieloma teoriami wyznaczania i wartościowania sensu życia, aczkolwiek, szczerze powiedziawszy, nie chce mi się ich opisywać. Natomiast ja sądzę, iż tak naprawdę chyba każdy sam musi znaleźć swój sens życia, niezależnie od innych. Jest to wyznaczanie sobie celów, mogą być niewielkie, takie łatwiej osiągnąć. Gdy człowiek wyznacza sobie wiele małych celów, łatwiej mu je osiągnąć, przez co redukuje liczbę porażek do minimum. Dalekosiężne cele często nas przerastają, lub po prostu nam się nudzą. Jednak, by dążyć do celu, którym może być np. rozwijanie zdolności, jakieś osiągnięcie społeczne, zawarcie więzi czy chociażby szczęście w rodzinie, trzeba wierzyć, że się uda. Bez wiary nie da się do niczego dojść. Trzeba wierzyć w siebie i być wytrwałym (szkoda że mi troszkę tego brakuje :P). Także jak dla mnie sensem życia jest wiara. Jest konieczna by chcieć żyć, by mieć sens w tym życiu, by przy każdej porażce mówić ,,jutro będzie lepiej”.

piątek, 11 października 2013

Nyu blog - na start!

Hermetyczny - szczelnie zamknięty. Świat, do którego nie ma dostępu. A jednak nie do końca. Posty... No coż, nie będą codziennie. Nie będą dotyczyć imprez, chłopaków czy plotek. Nie znajdzie się tu milion słit foci... Od razu mówię że nie jest to też jakiś blog zaryczanej tnącej się zagubionej dziewczynki trzymającej żyletkę pod poduszką. Czasem się gubię fakt, może też czasem podobnie się zachowuję, aczkolwiek to nie jest tematem bloga. W sumie ciężko znaleźć mi temat jako taki... To po prostu moje spojrzenie na świat, z zarysem mnie. Nie chodzi mi o to, żeby pokazać, jaka to ja nie jestem, tylko raczej o to, by ktoś, kto ewentualnie by to czytał, mógł mnie troszeczkę poznać. Poznać moje zdanie na różne tematy, jak i mój tok myślenia. Może ktos go nawet zrozumie :D Komentarze będą przyjmowane, a nawet mile widziane, aczkolwiek tylko te napisane w sposób asertywny i stosowny. Także hejtowanie nie ma sensu. Powiem tak: i tak ci to w życiu nic nie da, jak kogoś nawyzywasz w necie. To chyba tyle, jak cos ewentualnie jeszcze wyjdzie w praniu, to na pewno napiszę... :D